Skip to content →

sflaczały materac

Minęły 2 tygodnie od zabiegu. Niestety, a może na szczęście – pięta nadal boli. Dlaczego na szczęście? Bo proces gojenia w przypadku ostrzykiwania komórkami macierzystymi może trwać 6 – 8 tygodni, a nawet i dłużej. Dopiero po takim czasie można ocenić, czy zabieg zakończył się sukcesem. Cały czas jestem w kontakcie mailowym z moim Doktorem, który wciąż powtarza mi jedno słowo, czyli CIERPLIWOŚĆ. Ostatnio spotkałem jednego z siatkarzy Cerrad Czarni Radom, który miał (ma!) problem z rozcięgnem podeszwowym i jeden z szanownych ortopedów w Radomiu potraktował mu stopę sterydem, żeby złagodzić stan zapalny. Oczywiście ból na drugi dzień minął, ale tylko ból, a chłopak zaczął normalnie trenować, grać i naderwał rozcięgno… Jak widać, szybko nie zawsze znaczy dobrze!

Ja, po dziesięciu dniach od strzałów w piętę, zdjąłem na stałe usztywnienie i powoli wracam do ‘żywych’ i poprowadziłem już nawet kilka godziny swoich zajęć fitness. W weekend wybrałem się na, dużo wcześniej zaplanowane, szkolenie dla trenerów przygotowania motorycznego, ale sam nie mogłem wykonywać zbyt wielu ćwiczeń, które przedstawiali nam szkoleniowcy. Obserwowałem, nagrywałem, notowałem. Szkolenie odbywa się w Centrum Vera Sport, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ponad 8 tysięcy metrów kwadratowych, na których jest chyba wszystko, co sportowcom potrzebne… Jeśli ktoś będzie w Łodzi, polecam zajrzeć w to miejsce. Uprzedzam tylko, że na halach tego ośrodka jest cholernie zimno 😉 Taki urok miejsca, które pewnie przerobione zostało po zakładzie przemysłowym.

Przez cały dzień ściskało mnie, że inni kursanci ćwiczą, a ja nie. Poza tym, byłem na wielkim głodzie, bo prawie 2 tygodnie bez żadnej jednostki treningowej! Postanowiliśmy więc ze szwagrem wybrać się wieczorem do jednej z łódzkich siłowni, żeby przerzucić jakieś żelastwo. Z każdym dniem czułem się coraz bardziej jak sflaczały materac, z którego powolutku uchodzi powietrze. Niby to tylko kilkanaście dni, niby dieta przypilnowana – masa ta sama, niby odpoczynek też potrzebny, ale jednak czułem się słabo psychicznie z tym. Wiem doskonale, że istnieje takie coś, jak pamięć mięśniowa i bardzo chciałem w nią wierzyć…

Nasz wybór padł na Pure Jatomi w Manufakturze. I tutaj małe wtrącenie. Kiedyś sieć klubów fitness Pure kojarzył mi się z miejscem bardzo, że tak się wyrażę, elitarnym. Najnowszy sprzęt, wysokie standardy obsługi, różnorodność zajęć, estetyka klubu itp. Nie wiem, czy na przestrzeni lat tak to się zmieniło, czy po prostu ja patrzę z innej perspektywy, ale jestem bardzo dumny, że Radom ma takie miejsce jak POP GYM Sport & Health Club! I wcale nie piszę tak dlatego, że tam pracuję. Maszyny w Pure i Pop Gym są tych samych producentów. Jednak ich rozmieszczenie i sprawność, funkcjonalność pomieszczeń, czystość!!! oraz kilka innych szczegółów decyduje, że to jednak Radom ma klub fitness klasy premium. Najbardziej zwróciłem uwagę na brak opieki nad Klientami w siłowni (myślę, że uchroniłem dwóch młokosów od doprowadzenia siebie do kontuzji) i droga do szatni, która prowadzi… przez cały klub pomiędzy maszynami i trenującymi (dla mnie to jakieś nieporozumienie). Szczerze i obiektywnie mówiąc, nasz Klub jest naprawdę megaprofesjonalnie stworzony i prowadzony, a od załogi mogliby się uczyć w niejednej topowej siłowni w Polsce. Zresztą, potwierdzają to moi znajomi z innych miast, którzy odwiedzają mnie czasem, a ja zapraszam ich na trening do Pop Gym‘u. Jeśli ktoś nie wierzy w moje słowa, zapraszam do sprawdzenia samemu na ul. Witolda 7 🙂

Wracając do treningu, rozsądek wziął górę i zacząłem od niewielkich obciążeń. W pierwszych seriach używałem 50% tego, czym ćwiczyłem przed przerwą i stopniowo dodawałem po kilka kilogramów. To bardzo skuteczna strategia, która  sprawdziła się również w kolejnych treningach, już w Radomiu. Okazuje się, że jednak nie jest ze mną tak źle, jak myślałem. Treningi siłowe wykonuję już na 90% możliwości i uczucie sflaczałego materaca mija 🙂 Niestety muszę się jeszcze wstrzymać z dynamicznymi ćwiczeniami, żeby oszczędzać kaletkę. Może wydolność też nie spadnie zbyt wiele i już niedługo znów będę mógł śmigać prawie 140 burpees w 7 minut. A na razie nie rozstaję się z małą twardą piłeczką do masowania rozcięgna podeszwowego i tubingu to ćwiczeń rozciągających i wzmacniających tylne części nóg. Mam nadzieję, że z każdym dniem będę czuł choć minimalną poprawę i wreszcie zacznę chodzić bez bólu.

W sobotę i niedzielę kolejny zjazd szkolenia. Temat przewodni: olympic weightlifting! Będzie się działo 🙂 Ale wcześniej, bo w piątek o 19, Rosa gra bardzo ważny mecz rewanżowy ze Śląskiem we Wrocławiu. Akurat będę prowadził Stretching w Pop Gymie, ale na drugą połowę załapię się przed kompa 😉 Trzymajmy kciuki na naszych koszykarzy! Piona!

Udostępnij wpis ...Email this to someone
email
Share on Facebook
Facebook
27Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
0

Published in motywacja testy trening życie

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *