Skip to content →

SALCO Sport Therapy – test

Zanim przejdę do opisu testu, chciałbym uświadomić wszystkim, którzy jeszcze o tym nie wiedzą, że każdy Wasz wysiłek treningowy byłby zmarnowany, gdybyście nie zapewnili swojemu organizmowi odpowiedniej REGENERACJI! To tak naprawdę klucz do sukcesu, o którym bardzo często zapominamy lub poświęcamy mu zbyt mało uwagi. Nie wdając się zbytnio w tłumaczenie procesów fizjologicznych, w skrócie można by ująć to tak:

Im dłużej i ciężej trenujesz, tym więcej powinieneś odpoczywać!

Logiczne, prawda? No pewnie, że tak. Ale co znaczy więcej? Nie wiem, jak Wy, ale mnie zawsze brakuje czasu, choć staram się nim gospodarować bardzo efektywnie. Doba nam się nie wydłuża, obowiązków przybywa, wszystko robimy ‚w biegu’… Znam niewiele osób, które mogą sobie pozwolić na taki luksus, że po całym dniu pracy idą sobie spokojnie na trening, a potem w domu już tylko leżą i odpoczywają. Zazwyczaj czasu przeznaczonego na ćwiczenia też nie mamy tyle, ile byśmy chcieli, więc kombinujemy, żeby nasz trening był intensywniejszy i zmieścił się np. w 45 minutach. Pamiętajcie, że z regeneracją możecie zrobić to samo! Wystarczy sięgnąć po odpowiednie przyrządy, techniki rozciągające i rozluźniające, akcesoria, czy suplementy, żeby w tej samej jednostce czasowej nasz organizm szybciej ‚doszedł do siebie’ i był gotowy na kolejne wyzwania. Jednym z takich dobrodziejstw jest właśnie sól regenerująca SALCO, którą testowałem ostatnio na sobie.

sól mineralna SALCO

Tak naprawdę, kąpiel solankową jako formę regeneracji znam już od kilku lat, bo pewnie, jak większość biegaczy czytałem książkę guru polskiego biegania, Jerzego Skarżyńskiego pt. „Biegiem Przez Życie”. Pan Jurek w swojej kultowej ‚biblii” pisze tak:

Bardzo prostą, a jednocześnie skuteczną metodą odprężenia i regeneracji po intensywnym wysiłku fizycznym jest kąpiel w solance. Solanka to woda, w której rozpuszczone są składniki soli leczniczej. Wnikająca przez naskórek wraz z wieloma jonami sól działa rewelacyjnie na cały układ ruchu, powodując znakomite dokrwienie (odżywienie) ścięgien i przyczepów, przyśpieszając proces usuwania z mięśni kwasu mlekowego i łagodząc bóle mięśniowe oraz stawowe na tle przeciążeniowym, a także nerwobóle. Lista korzyści z kąpieli solankowej jest dłuższa: działa hartująco, normalizuje ciśnienie krwi, polepsza jej krążenie, a dzięki wysokiemu ciśnieniu osmotycznemu zmniejsza pobudliwość nerwów czuciowych i ruchowych.

Powinna być stosowana nie tylko przez biegaczy. Polecana jest również cierpiącym na przewlekłe choroby reumatyczne, schorzenia stawów, ścięgien, mięśni, kości i okostnej na tle gośćcowym, urazowym i zwyrodnieniowym, a także dolegliwości górnych dróg oddechowych czy zatok, przy których znakomicie sprawdzają się inhalacje.

Jak widać, zalety używania soli mineralnej znane są już od dziesiątek lat i z powodzeniem wykorzystywane w świecie sportu. Należy jednak pamiętać o kilku ważnych rzeczach, o których wspomina też Jerzy Skarżyński, aby w pełni wykorzystać regeneracyjną moc soli, ale o tym później.

MÓJ TEST

Na zdjęciu poniżej widać, że sól, którą kupowałem dotychczas jako biegacz w sklepach zielarsko-medycznych i aptekach to ta sama sól, którą miałem teraz testować. Firma SALCO zapewniła mi odpowiednią ilość ‚surowca’, więc z powodzeniem mogłem zastosować się do jednego z największych zaleceń, by korzystać z solanek regularnie! To tak, jak z dietą czy treningiem… Od jednego zdrowego posiłku nie schudniesz, a tym samym od jednego fast-food’u nie przytyjesz.

sól lecznicza SALCO

Do testowania soli wybrałem najbardziej intensywny okres w moim planie treningowym, kiedy to praktycznie codziennie ćwiczyłem dwa razy. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że uwielbiam przysiady i gdy tylko mogę, to włączam je do swojego treningu pod różną postacią i w niezliczonej ilości powtórzeń 😉 Czy to zwykły squat, czy thruster lub swing kettlem – moje nogi pracują cały czas. Jeśli chodzi o cardio, to ze względu na kontuzję, jeżdżę na rowerze i używam ulubionej maszyny, czyli ergometru wioślarskiego.

Po dwóch takich dniach przyszła pora na kąpiel solankową. Moja uda i pośladki mocno już odczuwały skutki treningu i choć lubię ten ból, związany z wysiłkiem, to wieczorem nie myślałem o niczym innym niż o położeniu się w wannie napełnionej do połowy bardzo ciepłą wodą razem z 1 kg soli Salco… Może nawet nie do połowy, a do poziomu, który zapewniał pełne zanurzenie zmęczonych partii mięśniowych. Nie lałem zbyt dużo wody, bo oprócz oszczędności ;), zależało mi też na większym stężeniu soli.

Na początku ciężko było wytrzymać ze względu na temperaturę wody, ale po chwili ciało przyzwyczaiło się i wreszcie mogłem przez 20 minut nic nie robić! To niewątpliwie też zaleta tych kąpieli, bo w ciągu dnia ciężko u mnie o taki czas bezczynności 😉 Czasem nawet zabierałem ze sobą do łazienki gazetę i udawało mi się przeczytać kilka artykułów. Z tym ‚nicnierobieniem’ to może trochę przesadziłem, bo jest jedna czynność, o której warto pamiętać, a którą też podkreślał Jerzy Skarżyński: po wejściu do solanki należy delikatnym głaskaniem usunąć pęcherzyki powietrza, które pojawiają się na skórze. Co kilka minut trzeba powtarzać zabieg, bo obecność tych pęcherzyków utrudnia wchłanianie jonów soli.

Pierwsze minuty leżenia są bardzo przyjemne, ale już po kilku zacząłem się pocić. To naturalna reakcja organizmu na zwiększoną temperaturę ciała, więc został uruchomiony proces termoregulacji, podobnie jak to ma miejsce w saunie. Problem w tym, że ja za sauną nie przepadam… Tak więc w tym przypadku też nie czułem się komfortowo. Na całe szczęście, w mojej łazience jest okienko, które po uchyleniu daje mi wysiedzieć 20 min w gorącej kąpieli 🙂 Taka sytuacja raczej nie będzie problemem dla większości z Was, bo rozmawiając z podopiecznymi i klubowiczami siłowni wiem, że raczej lubicie powygrzewać się w ciepełku.

Pora wyjść z wanny. Rozłożyłem wcześniej na podłodze duży ręcznik złożony ‚na cztery’, żeby postać na nim w celu wyschnięcia, ponieważ zgodnie z zaleceniami, po kąpieli solankowej nie można się już spłukiwać (dlatego nie zapomnijcie wziąć prysznica wcześniej ;)) i wycierać, aby na skórze pozostały pierwiastki, które powinny wnikać teraz wgłąb mięśni, ścięgien i stawów. Najlepiej umyć tylko twarz zimną wodą i odczekać, by ciało samo się osuszyło. Ja w tym czasie akurat myję zęby 😉 Ten czas nie wystarcza niestety na całkowite ostygnięcie, bo nawet po kilkunastu minutach nadal się pociłem. Ale tak właśnie miało być.

Podobnie jak po wyjściu z sauny, tutaj też należy uzupełnić płyny, które wypociliśmy. Przyjęło się, że najlepiej robią to napoje izotoniczne, ale osobiście uważałbym na ich nadużywanie. Po pierwsze, to jednak chemia, a po drugie… izotoniki zawierają sporą ilość węglowodanów, których na noc nie powinniśmy przyjmować zbyt wiele. Dużo lepszym pomysłem jest np. własnoręczne przygotowanie shake’a warzywnego i przechowanie go w lodówce do czasu wyjścia z wanny.

Szczerze mówiąc, zaraz po kąpieli w solance nie czułem się zregenerowany. Wręcz przeciwnie, doszło uczucie ciężkości i ogromna ochota na sen. Jak wiadomo, ten jest naszym największym sprzymierzeńcem, więc nie opierałem się zbyt długo… 😉 Nie miałem problemów z zaśnięciem, choć producent pisze w ulotce, by takiej kąpieli zażywać na ok 2 godziny przed snem. To czas, w którym organizm teoretycznie powinien ‚dojść do siebie’ po nierównej walce z wysoką temperaturą wody. Sytuacja identyczna jak ta z tremowaniem wieczorem: niektórzy wracają do domu i wręcz ‚padają’, a inni nie mogą zasnąć jeszcze przez kilka godzin, bo zmęczenie i podniesione tętno nie daje zmrużyć oka. Każdy musi więc wypróbować na sobie.

Następnego dnia rano znów trening. Nie miałem zbyt wiele czasu na zastanawianie się, czy bolą mnie jeszcze nogi, ale przypominam sobie, że były dość ciężkie. Pamiętałem przecież, że po jednym seansie w wannie nie miną wszystkie dolegliwości. Kąpiele powtarzałem codziennie od poniedziałku do piątku, by w weekend ‚odpocząć’ od soli. Ten system bardzo się sprawdził, bo już po 3-4 dniach zacząłem odczuwać, że pomimo codziennego ‚katowania’ nóg nie są one już tak zmęczone i na końcówkę tygodnia mogłem zaplanować najcięższe treningi. Mało tego, zwykle sobotnio-niedzielne warsztaty, czy szkolenia były zwykle wielkim wyzwaniem i więcej na nich pisałem, nagrywałem niż ćwiczyłem. Tym razem nie było takiego problemu!

Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałbym wspomnieć… Dla mnie chyba najważniejsza. Po regularnym stosowaniu soli mineralnej Salco zmniejszyła się bolesność mojego uszkodzonego ścięgna Achillesa. Z pewnością zadziałał efekt rozgrzania i poprawienia ukrwienia ścięgna. Ten rodzaj tkanki bardzo wolno się regeneruje właśnie z powodu słabo rozwiniętego systemu naczyń krwionośnych w jej obszarze. W przyszłym tygodniu poddaję się kolejnemu zabiegowi mojego Achillesa i z pewnością będę zażywał kąpieli solankowych w okresie rehabilitacji i powrotu do sprawności. Głęboko wierzę, że nawet jeśli w małym stopniu mi to pomoże, to suma wszystkich takich dodatkowych aspektów pomagających w regeneracji da pozytywny efekt!

To mój pierwszy wpis na temat regeneracji i zarazem test jakiegoś produktu. Bardzo się cieszę, że dotyczy on akurat soli mineralnej SALCO, bo jest naprawdę godna polecenia, a z tego co wiem, niebawem do sprzedaży wejdzie wersja z kolagenem oraz inne odmiany o różnym aromacie. Nie pozostaje więc nic innego niż, przy zachowaniu pogrubionych przeze mnie zasad, wypróbowanie na własnej skórze, jak działa solanka.

Miłej kąpieli! 😉

mario

Udostępnij wpis ...Email this to someoneShare on Facebook22Tweet about this on TwitterShare on Google+0

Published in regeneracja testy

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *