Skip to content →

moje pierwsze zawody CrossFit

W swoich wpisach na Facebook’u, blogu, a także w różnych wywiadach podkreślałem zawsze, że moim ulubionym typem treningu jest ten, który poprawia sprawność. Układając zarówno plany dla siebie, jak i dla moich Podopiecznych, czerpię inspiracje i wykorzystuję to, co uważam za najlepsze z różnych form treningu. Jak wiadomo, takie właśnie są też założenia CrossFit‚u i to do niego zawsze mi najbliżej. Siła, wytrzymałość, sprawność, wszechstronność… Niestety nie mam czasu chodzić do typowego boxa, bo nawał pracy i obowiązków pozwali mi tylko na trening w swoim klubie. Robię, co mogę i jakiś tam efekt jest, lecz ostatnio pojawiła się jednak świetna okazja, by sprawdzić swoje siły na zawodach…

II Otwarte Zawody Platinium Cross Challenge 2015

Niech Was nie zmyli nazwa, że to jakieś kombinowane zawody w stylu dowolnym. Po prostu klub, który nie ma licencji z Organizacją Reebok CrossFit, nie może używać ich nazwy. Zawody w radomskim Platinium były typowym crossfitowym eventem, prowadzone przez licencjonowanego trenera CrossFit, Kubę Szyszkę, który jednocześnie jest świetnym zawodnikiem wojującym na arenie ogólnopolskiej. Warto dodać, że do zawodów mógł zgłosić się każdy i nie było wpisowego! To rzadkość, a uwierzcie mi, organizacja i przebieg samego challengu były naprawdę na bardzo przyzwoitym poziomie. Największym plusem dla mnie było jednak to, że nie trzeba było jechać do innego miasta i w razie szybkiego odpadnięcia, „tracić” całego wolnego dnia na podróże. Podział na dwie kategorie: kobiety i mężczyźni, formuła: open, termin: ostatnia sobota października. Zgłosiłem się.

Dlaczego się zgłosiłem?

Szczerze? Chciałem się tylko i wyłącznie sprawdzić. Zobaczyć, czy ktoś, kto, jak to ostatnio usłyszałem w kąśliwym komentarzu „trenuje w klubie premium”, może na równi rywalizować z crossfiterami… Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę wygrać, czy nawet być na pudle. Potraktowałem te zawody jako okazję do zebrania doświadczenia i dobrej zabawy. Poza tym, ja lubię rywalizację, a od kiedy nie biegam z powodu kontuzji, brakuje mi tego.

Jak się przygotowywałem?

Tak samo, jak do tej pory – trenowałem 5-6 razy w tygodniu nie zmieniając raczej swojego systemu. Kilka treningów było rzeczywiście intensywniejszych, bo do przygotowań dołączył Kuba (kolega z pracy), który o CrossFit wiedział jeszcze mniej niż ja i poprosił o jakieś wskazówki. Czasem trenował z nami Damian, a z czwartym przedstawicielem POP GYMu, czyli Krzyśkiem, nie udało nam się nigdy zgrać w jednym czasie. Były wiosła, thrustersy, swingi kettlem, podciągnięcia, burpeesy, box jumpy, cleany itd. Raz nawet wybraliśmy się do innego klubu, żeby przećwiczyć wallballshoty, bo u nas za nisko i piłek takich nie mamy. Chcieliśmy przerobić jak najwięcej ćwiczeń, bo przecież w CrossFit nigdy nie wiadomo, co Cię czeka…

I WOD eliminacyjny

Jedyne, co wiedzieliśmy przed rozpoczęciem zawodów, to rozlosowane heaty oraz dokładny harmonogram poszczególnych rund. Kilka minut po 9 sędziowie powiesili na tablicy pierwszy trening i omówili dokładnie reguły, wg których miał być rozgrywany. Kobiety miały oczywiście inne zadanie i zaczynały jako pierwsze, a na nas czekał 6-cio minutowy AMRAP, który nazywał się „Are You Fast Enough?”:

2 – 4 – 6 – 8 – …

Thruster 20 kg

5 – 10 – 15 – 20 – …

Jump Over The Box 60 cm

Dla niewtajemniczonych, AMRAP to skrót od As Many Repetitions (Rounds) As Possible. Czyli tutaj, w 6 minut mieliśmy do zrobienia jak najwięcej rund składających się z thrusterów (przysiad ze sztangą z przodu + wyciśnięcie sztangi nad głowę) i przeskoków przez skrzynię o wysokości 60 cm w kombinacji: 2 thrustery + 5 przeskoków, 4 thrustery + 10 przeskoków itd. O ile pierwsze ćwiczenie nie budziło we mnie żadnej obawy, to przeskoki przez skrzynię zasiały pewien niepokój. Po pierwsze, zawsze wykonywałem tylko wskoki na box, a nie przez niego, a po drugie, zacząłem się martwić, czy kontuzjowany Achilles to wytrzyma. Co prawda, mój fizjoterapeuta Artur wzmocnił mi go tejpami dzień wcześniej, ale przy tak dynamicznym ruchu różnie to mogło być. Startowałem w czwartej kolejce, ok 10:20. Większość zawodników rwała się od samego początku z całym impetem, ale jak się później okazało, szybko puchli. Przy takim wysiłku nie ma się czasu, ani siły obserwować zbytnio rywali, więc zastosowałem swoją sprawdzoną taktykę, czyli spokojnie robić swoje. Udało mi się zrobić rundę z 12 thrusteremi i 26 przeskoków, kiedy na zegarze odmierzającym czas pojawiło się 00:00 i sędziowie oznajmili, że to koniec. Nie powiem, żeby było łatwo. Kluczową rolę odegrała technika przeskoków przez skrzynię, której nie znałem. Byłem jednak zadowolony, że noga wytrzymała, a koniec końców, uzyskałem trzeci wynik na 30 startujących.

Thruster 20 kg

Over The Box Jump

II WOD eliminacyjny

Żeby dostać się do półfinału, trzeba było zrobić jeszcze jeden trening, który tym razem został nazwany „Are You Strong Enough?”. Patrzymy na tablicę, a tu:

DL Ladder + Burpees

100 – 110 – 120 – 130 – 140 – 150 – 160 – 170 kg

podejście co 45 sekund

Na początku sam nie wiedziałem, o co chodzi, ale po chwili wszystko stało się jasne: ustawionych było kolejno 8 sztang z obciążeniami jw. Mieliśmy zatem 45 sekund na wykonanie jednego powtórzenia martwego ciągu i decyzję, czy podchodzimy do kolejnej sztangi. Jeśli uznalibyśmy, że np 120 kg to było wszystko, na co nas stać, to 130-tki nie ruszamy i w kolejne 45 s ciśniemy jak największą liczbę powtórzeń burpees. Oczywiście ważniejszym czynnikiem był ciężar, więc ktoś, kto podniesie 110 kg wygrywa z tym, który zrobi martwy ze stówą i pociśnie nawet 30 burpees. Wiecie co sobie wtedy pomyślałem? Najwięcej na treningu podniosłem 140 kg i było to jakiś czas temu, więc jak tutaj uda mi się wstać ze 150 kg, to będę zadowolony i muszę liczyć na swoją wydolność, czyli burpees. Tuż przed WODem dowiedzieliśmy się też o niespodziance, czyli skróceniu czas podejścia z 45 do 30 sekund. Dla mnie masakra… Po raz drugi wylosowałem Kubę jako sędziego, a jego zawodnik akurat zaczynał. 100, 110, 120, 130 poszło łatwo, cały czas byłem skupiony, podchodziłem do kolejnych sztang jak automat, nie myśląc o niczym innym, tylko o właściwym napięciu mięśni brzucha oraz grzbietu, a także wizualizowałem sobie, jak zaliczam następny ciężar. Przy 160 nie miałem już wątpliwości, następną też muszę podnieść! Tak też się stało, a pozostałe 20 sekund to już tylko burpees. Kilku mi nie zaliczono, bo nie prostowałem bioder do końca, ale i tak było ich ponad 10. Poziom tej konkurencji był bardzo wysoki i wielu chłopaków zaliczyło sztangę o wadze 170 kg, ale dla mnie to był niewyobrażalny rekord, bo podniosłem ciężar większy o 100 kg niż sam ważę.

DL Ladder

Personal Best, czyli 170 kg DL

Półfinał

Po podsumowaniu wyników z dwóch pierwszych treningów byłem na 6 miejscu. Do półfinału awansowało 18 zawodników, więc miałem bezpieczną pozycję. Co prawda, przed zawodami sędzia powiedział, że w ogólnym rozrachunku będzie się liczyła też punktacja z WODów eliminacyjnych, ale nie wiedzieć czemu, zmieniono zasady… Punkty się kasują i teraz do finału wchodzi piątka zawodników, która jak najlepiej zrobi:

reguły, zasady...

GRACE

TC: 8 min

30 C&J 60 kg

+

AMRAP (z reszty TC)

10 Pull-Ups

10 KBS American 20 kg

Grace to jeden z benchmarkowych treningów CrossFit. Polega na wykonaniu 30 Clean and jerków na czas ze sztangą 60 kg. Tak w skrócie, clean to zarzut, a jerk wyciśnięcie nad głowę. Mieliśmy na to 8 minut, a jeśli ktoś się wyrobi wcześniej, to robi 10 podciągnięć na drążku i 10 swingów nad głowę kettlem o wadze 20 kg aż się skończy czas. No tak, półfinał to już nie żarty i trzeba przesiać największych twardzieli, a ja w tym wypadku do nich nie należałem… No bo jak można być twardzielem, skoro na treningu robi się C&J co najwyżej 40 kilogramami? Wiedziałem, że szykuje się dla mnie prawdziwa rzeźnia. Przez moment zastanawiałem się nawet, czy w ogóle wyrobię się w timecapie. Wyrobiłem się. Chyba w 6 minut, ale każde powtórzenie kosztowało mnie dużo siły. Może gdybym miał lepszą technikę, może gdybym sam ważył więcej i był silniejszy? Nie ma co gdybać! W pozostałe 2 minuty ukończyłem całą jedną rundę podciągnięć i swingów, a do ‚zamknięcia’ drugiej zabrakło jedynie 2 wymachy kettlem. Tym samym do finału nie awansowałem. Inni radzili sobie lepiej z Grace za co im chwała, ale cieszę się, że dałem z siebie 100%!

Clean & Jerk 60 kg

Pull-Ups

Kettlebell Swing 20 kg

Cieszę się także, że… nie awansowałem do tego finału. Konkurencje wyłaniające zwycięzcę byłyby dla mnie bowiem nie do przeskoczenia. Podwójna skakanka (nigdy nie robiłem, a poza tym Achilles by mi nie pozwolił), snatch z 50 kg (rwałem tylko 20 kg) i pompki w staniu na rękach (w normalnych jestem niezły, ale tutaj nie wiem, czy nawet bym ustał w pionie przy ścianie). Taki właśnie jest CrossFit! Wszechstronny i zaskakujący. I dlatego mi się podoba 🙂

Podsumowanie

To było interesujące doświadczenie w moim życiu. Zobaczyłem (utwierdziłem się) w czym jestem dobry, a nad czym muszę popracować. Liznąłem atmosfery panującej na zawodach i myślę, że kiedyś w kolejnych będzie mi już łatwiej. Zobaczyłem, jak różni ludzie trenują i jak podchodzą do rywalizacji. Byli tacy, których bym zamknął za przedawkowanie bez pobierania krwi do analizy, byli spokojni i małomówni, młodsi i starsi, atletycznie zbudowani, a także bardziej ‚misiowaci’.

Gratulacje

Chciałem pogratulować wszystkim, którzy wzięli udział w II Otwartym Platinium Cross Challenge 2015, a szczególnie zwycięzcom. Specjalne wyróżnienie kieruję do naszej Klubowiczki Natalii, którą sam namówiłem do wzięcia udziału. Po pierwszych dwóch treningach była bodajże trzecia wśród kobiet i bezcenne były komentarze innych dziewczyn czytających wyniki typu „a kto to jest k* ta Głuchowska?” 🙂

Wielki szacun również dla Igora, który zrobił niesamowity postęp od czasu, kiedy pracował u nas w POP GYMie na recepcji. Pozytywnie nakręcony dzieciak, jak go większość nazywała, cisnął na zawodach równo ze mną, a nawet wyprzedzając mnie w niektórych konkurencjach.

Świetnie zaprezentował się Kuba, którego uczyłem podstaw, a także Damian poprawiając swój rekord w martwym ciągu pomimo stłuczonego kolana przy przeskakiwaniu przez skrzynię.

Moje zwycięstwo

Najważniejsze pozwoliłem zostawić sobie jednak na koniec. Zawodów nie wygrałem, ale cały czas się tak czułem, bo były obok mnie moje dwie najukochańsze Księżniczki, które powiedziały mi po wszystkim, że „dla nich i tak jestem najlepszy” 🙂 Pamiętajcie, że najważniejsze zawody jakiekolwiek będziecie rozgrywać, to życie! Zdrowie, rodzina, miłość, wsparcie, szacunek do innych, brak zazdrości to zasady, które powinny tworzyć nasz codzienny CrossFit

najważniejsze w moim życiu!

Kasia i (już niedługo) Zuzia – kocham Was! 🙂

Zuzia

Zdjęcia (oprócz ostatniego) są autorstwa Emila Ekerta, któremu również bardzo dziękuję za fotorelację!

Udostępnij wpis ...Email this to someoneShare on Facebook70Tweet about this on TwitterShare on Google+0

Published in CrossFit motywacja recenzje trening życie

4 komentarze

  1. Mobilność wyniesiona z działania CrossFitu jest wspaniała i nieoceniona. Elegancki wynik jak na pierwsze zawody! No i nie pozostaje nic innego jak pogratulować tak wspaniałego podwójnego dopingu! 🙂

    • Admin Admin

      dokładnie! zawody to tylko wisienka na torcie, a cały ogrom pracy nad właściwymi wzorcami ruchowymi odbywa się na treningach CrossFit jedynie z rurką PCV 🙂 dziękuję również podwójnie 🙂

  2. Nice, fajnie się czyta aż chce się ćwiczyć, fajnie że podpisujesz autorstwo zdjęć wielki szacunek dla Ciebie i dobre słowa co jest w życiu najważniejsze, życzę powodzenia i pociechy z większej rodziny 3maj się

    • Admin Admin

      dziękuję za uznanie. dla mnie podpisywanie autorstwa zdjęć to coś normalnego, tak powinno być i już. wiem, że ludzie mają czasem z tym problem i „przywłaszczają” sobie pracę innych. a wystarczy zastosować się właśnie do zasad, o których pisałem 😉 pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *